Ta strona używa plików Cookies. Korzystając z naszej strony bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji w Polityce prywatości

Zamknij


Wywiad z pedagogiem

Zapis rozmowy (ze skrótami redakcyjnymi) z Olgą Klimowicz - oligofrenopedagog, wcześniej nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej, obecnie pedagożką i diagnostką, przeprowadzonej w ramach cyklu spotkań online organizowanych przez szkołę jęzkową Level Up na temat nauki języków: „To jest myśl!”

LEVEL UP CENTRUM JĘZYKOWE (LU): Czym powinni się kierować rodzice wybierając zajęcia dodatkowe?

OLGA KLIMOWICZ: Zajęć dodatkowych dla dzieci jest bardzo dużo. To są zajęcia rozwijające zarówno sportowo – na pływalni, zajęcia taneczne, rytmiczne, akrobatyczne, ale też zajęcia językowe. Każde mają jakąś wartość dodaną. Uważam, że słowo klucz, które powinno się tutaj zawrzeć to zdrowy rozsądek, głównie myślę tutaj o dzieciach przedszkolnych, ale także tych, które zaczynają edukację w klasach I-III. Jeśli mówimy o tych najmłodszych dzieciach 3-6 letnich, trzeba się zastanowić czy na pewno te zajęcia, a nie inne. Czy na pewno moje dziecko jest gotowe, żeby zafunkcjonować w nowej grupie, czy nie ma trudności adaptacyjnych, czy te trudności adaptacyjne nie powielą się, ponieważ to jest wciąż nowe środowisko.

 

Warto skorzystać wcześniej z zajęć otwartych albo pokazowych, które wiele z tych placówek, instytucji organizuje, ponieważ wtedy możemy się zapoznać jakie to jest miejsce, jaki to nauczyciel, czy to jest osoba, która nam odpowiada, czy budzi nasze zaufanie, czy dzieci które tam przyjdą z rodzicami (w naszym odczuciu), będą stanowiły fajną grupę wiekową. Młodsze dzieci potrzebują oprócz intensywnej stymulacji rozwoju także spokoju, momentu na wyciszenie, też w relacji z rodzicem, rodzeństwem w domu ; musi być balans pomiędzy tymi wszystkimi potrzebami dziecka, żeby ono potem mogło w takiej równowadze funkcjonować i faktycznie z tych zajęć korzystać.

 

Nie wydaje mi się, żeby dobrym było zapisanie takiego malucha na 3, 4 formy w tygodniu, to według mnie za dużo. Niekoniecznie to przyniesie taki rezultat, jakiego oczekujemy.

 

 

LU: A jeżeli dziecko mimo wszystko chce chodzić na piłkę, basen, balet i angielski? Co rodzic powinien w takiej sytuacji zrobić ? Czy pozwolić i zobaczyć jak się sytuacja rozwinie, czy mimo wszystko jednak wybrać i stopniowo dodawać te aktywności ?

 

 

Ol.K: Myślę, że przede wszystkim, trzeba być rodzicem uważnym – należy przyglądać się potrzebom naszego dziecka. Jeśli np. nasze dziecko ma silną potrzebę ruchu, potrzebuje ten nadmiar energii wyładować, pobiegać, poskakać, to jeśli zaprowadzimy takie dziecko na zajęcia, które wymagają skupienia, precyzji, wyciszenia, to będzie to trudne dla obu stron: zarówno dla uczestników całej tej grupy, nauczyciela, ale też dla dziecka. Więcej korzyści wyniesie, jeśli po prostu pobiega na boisku i to się bardziej wpisze w jego potrzeby.

 

Kiedy widzimy, że dziecko jest zainteresowane światem liter, czy np. przychodząc z przedszkola, gdzie ma zajęcia języka angielskiego, naśladuje, próbuje i sprawia mu to frajdę i pójdziemy na takie zajęcia pokazowe, właśnie językowe, albo do szkoły muzycznej i się okaże, że to jest to, to warto wtedy iść za ciosem i wspierać to, że ta motywacja się pojawiła, że dziecko czerpie z tego radość i frajdę. Budzi się wtedy motywacja wewnętrzna i warto ją wspierać.

 

LU: Do motywacji jeszcze wrócimy w naszej rozmowie. A co z naszymi odczuciami? Co zrobić, jeśli dziecko jest niechętne na chodzenie na basen, albo ma opór, żeby w ogóle gdzieś pójść, bo jest nieśmiałe. Kiedy należy odpuścić i powiedzieć „dobrze, może teraz jeszcze nie jest ten czas”?

 

Ol.K: Nie każdy z nas ma taki wgląd w emocje dziecka. Jeśli mamy jakieś wątpliwości, to kiedy zaprowadzimy dziecko dwa, trzy razy na takie zajęcia i ono mówi mamo, już więcej nie chcę, to należy się zastanowić. Warto też zaczerpnąć informacji od samego nauczyciela: jak sobie radzi? czy chętnie chodzi? czy nawiązało już relację z grupą?

 

Wiadomym jest, że dziecko jest zmotywowane i chętnie chodzi w takie miejsce gdzie nawiązuje dobre relacje i gdzie czuje się bezpiecznie. Myślę, że jeśli chodzi o przedszkolaka to mówimy teraz o takiej konsekwencji, bo są tacy rodzice, którzy uważają, że jak zapisałem to musi chodzić cały rok, do końca. Trzeba się zastanowić co wtedy, ja nie potrafię takiego wyroku wydać – czy to jest dobry pomysł na pewno, myślę, że nie zawsze. Myślę, że w momencie kiedy to jest za trudne dla dziecka, nawet za trudne jeśli chodzi o tę rozłąkę, o taki proces adaptacji, proszę odpuścić i wrócić za jakiś czas. Myślę, że to będzie bardziej sprzyjające nabywanie tych nowych umiejętności, niż coś na siłę.

 

 

LU: Wychodzimy więc z takiego założenia, że jeśli w pewnym momencie przychodzi taka niechęć to czasem warto powiedzieć „ok, może lepiej nie teraz”, żeby dziecka nie zniechęcić, by nie dawać dziecku poczucia, że robi coś, co mu się do końca nie podoba, bo będzie budziło w nim negatywne emocje na przyszłość.

 

Ol.K: Tak też pojmuję tę sytuację

 

LU: Przejdźmy do zajęć językowych. Jak powinna wyglądać nauka, zgodnie z rozwojem dziecka? Jak powinny wyglądać poszczególne etapy, na co powinno się zwracać uwagę ?

 

Ol.K: Na pewno jest tak, zaczynając od dzieci przedszkolnych, że naturalną aktywnością dzieci w tym wieku jest po prostu zabawa. Nie wyobrażam sobie prowadzenia zajęć (edukacyjnych, rozwijających kompetencje poznawcze) w sposób, który nie bierze pod uwagę całkowicie tego etapu rozwojowego.

 

WCZESNY ETAP EDUKACJI

 

Jeśli mówimy o maluchu, on musi doświadczać tego wszystkiego nie siedząc w ławce, ale mogąc bawić się na dywanie, manipulując swobodnie różnymi pomocami, wtedy kiedy może działać wszystkimi zmysłami: dotykać, słuchać wręcz smakować. Nauczyciel, nie tylko angielskiego, właściwie każdy, na tym etapie nauki przedszkolnej, zwykle dba o to by ta edukacja tak wyglądała.

 

Ważny jest dobór różnych środków dydaktycznych, metod które wykorzystujemy. Wiadomo, że będzie dużo piosenek, zabaw rytmicznych i takich, które będą angażowały dziecko ruchowo. Też te zabawy nie mogą trwać zbyt długo, muszą być dostosowane do aktualnych możliwości rozwojowych dziecka. Te dzieci nagle nie będą pisały, czytały, bo nie ma takiej możliwości jeśli chodzi o przedszkolaka.

 

SZKOŁA PODSTAWOWA

 

W przypadku uczniów klas I-III i tych troszkę starszych, to wiadomo, że tutaj będziemy bardziej bazować na nauce słownictwa, będziemy mogli troszeczkę pisać, a na początku odwzorowywać pewne słowa, potem pisać, uzupełniać luki w tekście różnymi wyrazami. Są w tej chwili różne środki wizualne, różnego rodzaju tablice multimedialne – one też na pewno ten proces dydaktyczny wzbogacają i są po prostu atrakcyjne.

 

Dzięki temu, że są różne aplikacje, które dzieci mogą ściągnąć na urządzenia multimedialne jest możliwość, by materiał powtarzać w domu; wiadomym jest, że ważne jest w nauce, między innymi języka angielskiego, aby była w tym pewna systematyczność, bo jeśli tego zabraknie to przepadniemy wszyscy – i samo dziecko i nauczyciel, który prowadzi zajęcia, ale też rodzice, którzy są zaangażowani i są w jakimś stopniu niezbędni. W momencie więc jak zapiszemy dziecko na zajęcia, bierzemy odpowiedzialność za to, co się z dzieckiem dzieje, kiedy ono wraca do domu. Zwykle te zadania są po to, żeby dziecko coś utrwaliło, żeby tę wiedzę ugruntować.

 

 

 

LU: Te zadania nie powinny być też w mojej opinii w nadmiarze. To powinno być zadanie w miarę proste do wykonania przez dziecko, najlepiej, żeby było troszkę prostsze niż najtrudniejsze zadanie na zajęciach.

 

Ol.K.: Tak, to wszystko jest po to, żeby dziecko miało poczucie sukcesu i żeby chętnie te zadanie w domu odrobiło. W momencie kiedy napotkamy na trudności – a rodzic może znać każdy inny język ale akurat nie angielski – to wszyscy będą w kropce. Nie chodzi o to, żebyśmy my, rodzice, nagle wyszukiwali tego wszystkiego w Internecie, bo to uważam mija się z celem. Na pewno jest tak, że dobrze przemyślana praca domowa daje dodatkowe utrwalenie wiadomości, które były na lekcji; należy jednak bazować na śpiewaniu, zajęciach rytmicznych itp. i powoli wkraczać w świat pisma, czytania i też jednak pewnej, troszeczkę innej, intonacji.

 

W przypadku języka występuje bowiem akcentowanie i na pewno dzieci w tym wieku, ze względu na dobrze kształtujący się słuch fonematyczny (rozwijając w tym czasie umiejętność czytania, pisania), będą mogły różnicować dźwięki mowy i ten akcent usłyszą – wcześniej byłoby to bardzo trudne, nie niemożliwe, ale bardzo trudne, to jest bardzo indywidualna rzecz i warto też wziąć to pod uwagę.

 

LU: A co z potrzebami, z emocjami, które towarzyszą dzieciom ?

 

Ol.K.: Moje zdanie na ten temat trochę się zmieniło, ewaluowało, od kiedy sama jestem mamą córek dwunasto- i sześcioletniej. Często, jako rodzice, mamy takie podejście „bardzo bym chciała, żeby moja córka była baletnicą”, albo  „żeby świetnie pływała” i właśnie takie zajęcia, z tej bogatej oferty, proponujemy dzieciom. Możemy wtedy dziecku powiedzieć „wiesz widziałam takie zajęcia, takie i takie” – bo, jako dorośli będziemy uważali, że nasze dziecko ma predyspozycje, żeby w tych zajęciach brać udział – a może się okazać, że nasze dziecko powie „nie mamo, absolutnie, bo ja właśnie chcę projektować modę”.

 

Będziemy zdziwieni, natomiast warto, w tym momencie, pozwalać dzieciom na eksperymenty, wtedy właśnie budują swoją tożsamość. Okazać się może - po trzech, czterech spotkaniach, że to nie jest „to” i musimy się z tym zgodzić, pozwolić dziecku, żeby ono mogło samo podjąć decyzję. Jeśli się okaże, że to jest właśnie np. jazda konna i dziecko jest tym zafascynowane to warto wtedy wspierać inicjatywę samego dziecka.

 

Tu pojawia się motywacja wewnętrzna i to jest coś, co powoduje, że świetnie nam idzie – nam dorosłym zresztą też. Wtedy widzimy, czujemy progres i to nas motywuje do tego, żeby przezwyciężać pewne trudności, które się zawsze pojawiają w nauce każdej nowej rzeczy.

LU: Czym jest wspomniana motywacja wewnętrzna ?

 

Ol.K: W psychologii wyróżnia się motywację wewnętrzną i motywację zewnętrzną, o tej zewnętrznej można mówić trochę pozytywnie, a trochę negatywnie. W takim sensie, że to jest motywacja, która funkcjonuje między nagrodą, a karą i my dorośli chcemy często zmotywować dziecko do czegoś, na zasadzie kija i marchewki, tak naprawdę takie motywowanie dziecka, ono jest skuteczne, ale na krótko, nie będzie przynosiło skutków długofalowych ale też czasami do niej się uciekamy i ona działa.

 

LU:  Mogłabyś przedstawić jakiś przykład, żeby to zobrazować?

 

Ol.K: Chcemy zmotywować dziecko do jakiegoś wysiłku, np. do tego, żeby ono codziennie posprzątało swój pokój i to działa raz, drugi, ale potem przestaje. Mówimy: „Świetnie!, to jak posprzątasz swój pokój to ja chętnie kupię ci np. czekoladę” i dziecko posprząta; kolejnym razem będzie to samo, po raz trzeci też. Potem następuje jednak taka sytuacja, że sama nagroda staje w centrum uwagi i dziecko będzie chciało szybko załatwić tę sprawę, bo będzie chciało odebrać nagrodę albo uniknąć kary.

 

Nie wyrobimy w ten sposób nawyku, żeby dziecko samo wiedziało „acha, chcę żeby tu było posprzątane, bo dobrze się czuję w czystym pokoju”. Podałam taki przykład, ale to samo tyczy się spraw edukacyjnych, wtedy kiedy mówimy „jak pięknie narysujesz te szlaczki, to grasz godzinę dłużej”. I dziecko potem tak naprawdę już się nie stara tak bardzo, bo celem już jest nie efekt końcowy danej pracy, tylko nagroda, która gdzieś się pojawia i jest atrakcyjna.

 

Poza tym, te nagrody kiedyś się kończą. Co prawda fajne jest, kiedy stosujemy np. system żetonowy (czy tablicę z gwiazdkami itp.) – to się sprawdza u przedszkolaków, ale to musi być jasne i nie może być odroczone zbyt daleko w czasie. Natomiast często jest też tak, co jest taką pułapką, że my, stosując tę motywację zewnętrzną, motywujemy dziecko, by ono tak naprawdę realizowało nasz cel, a niekoniecznie swój. I znów warto być uważnym rodzicem, uważnym nauczycielem, takim refleksyjnym.

 

Kiedy widzę, że dziecko z jakiś powodów (nie wiemy z jakich), nie robi danego zadania, siedzi bezczynnie, unika kontaktu wzrokowego, nie chce odpowiedzieć, to często nie dlatego, że jest leniwe, że nie chce, ale z jakiś powodów brakuje mu pewnych zasobów wiedzy, albo to zadanie jest dla niego za trudne, albo czegoś nie utrwalił; więc motywowanie, nawet niewiadomo jakie, nie spowoduje nagle że jemu się uda. My powinniśmy punktować, doceniać wysiłek, bo czasami efekt nie będzie imponujący. Wysiłek włożony przez dziecko będzie ważniejszy niż sam efekt i to też warto mieć na uwadze będąc rodzicem.

 

LU: A co z motywacją wewnętrzną?

 

Ol.K: O motywacji wewnętrznej warto myśleć, jako o pewnego rodzaju energii, łatwiej jest wtedy ją zrozumieć. Każdy z nas, dorosły, posiada tę motywację wewnętrzną i tak naprawdę ta energia zależna jest od wielu czynników: czasami od pory dnia, czasami od tego czy boli nas głowa. Dobrze, jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, bo często oczekujemy od dzieci, że one zrealizują nasz cel, ale fajnie kiedy tak naprawdę sprawimy, że ten cel dziecko przyjmie jako swój.

 

Trudno jest tłumaczyć nawet takiemu dziecku 5-7 letniemu, „słuchaj – nauczysz się języka, pojedziesz za granicę: sam zamówisz lody”, ponieważ dla niego to jest abstrakcja. Jest to trudne, ale motywacja wewnętrzna rośnie na fali sukcesu, czyli jeżeli doznajemy pochwały, doznajemy takiego poczucia „świetnie mi poszło, umiem!”, wtedy z większą radością, satysfakcją, ale też energią podejdziemy do kolejnego zadania.

 

Warto, żeby stopniować trudność zadań i dotyczy to każdego rodzaju zadań, nawet tych robionych w domu z dziećmi, jako takie zadanie domowe. Warto mieć na uwadze, że to zwykle nie jest tak, że dziecko jest potwornie leniwe. Jest to mylne. My musimy w tym towarzyszyć, więc znów ta nasza uważność jest bardzo potrzebna i niezbędna.

 

LU: To prawda, dzieciom czasem wystarczy jedna, a trafiona pochwała, bo to po prostu sprawia, że one zawsze wychodzą z uśmiechem na twarzy i to jest też zwykle pierwsza rzecz, którą mówią rodzicom: „pani powiedziała, że dobrze narysowałem, połączyłem”.

 

Ol.K: Mam taką myśl, być może za sprawą tego, że mieszkamy w Polsce, zwykle dużo narzekamy i nie mówimy sobie miłych rzeczy – że dzieci w chwili pochwały albo takiego drobnego gestu, one po prostu rosną, wtedy kiedy faktycznie mają poczucie sprawczości, że coś się udało i ta drobna rzecz jest moim sukcesem, to one czerpią z tego olbrzymią radość i to jest fajne.

 

Uważam, że jako rodzice powinniśmy dostrzegać i częściej chwalić, mówić: jestem z ciebie dumna, świetnie to dzisiaj zrobiłeś, widzę, że się bardzo starałeś, rewelacja. Myślę, że to będzie bardziej budujące niż właśnie jak to zrobisz pięknie, to ja ci wtedy pozwolę na coś. To na pewno mniej zadziała niż właśnie taka konstruktywna pochwała.

 

 

LU: Jak więc wygląda przyjazne środowisko nauczania? Czy można w ogóle używać takiego sformułowania?

 

Ol.K: Zapisując dzieci na zajęcia, zarówno starsze, jak i młodsze, mamy kontakt z nauczycielem, który będzie te zajęcia prowadził. Myślę, że fajnie jest, jak ta osoba, która prowadzi te zajęcia jest autentyczna – głównie dla starszych dzieci, to musi być osoba, która będzie swoistym autorytetem. Trzeba mieć bardzo duży dystans do siebie i trzeba być bardzo refleksyjnym nauczycielem, trzeba być dla dzieci kimś takim inspirującym, trzeba wykorzystywać naprawdę wiele różnych sposobów na to, żeby zachęcić dzieci – głównie te starsze, bo one nie zawsze widzą sens.

 

W okresie takiego buntu nastoletniego one są, uczestniczą, ale często biernie więc to też nie jest na pewno proste dla samego nauczyciela, ale jeżeli nauczyciel jest zaangażowany, jeśli jest pasjonatem swojego zawodu, i tą pasją się dzieli z dziećmi, to już jest połowa sukcesu. Następna rzecz to środowisko, w którym dziecko przebywa, ta przestrzeń w której zajęcia się odbywają. Czy jest to miejsce, w którym dziecko może się poczuć bezpiecznie, czy to jest miejsce gdzie środowisko jest znajome, gdzie każdy swoje miejsce zajmuje, gdzie prawie każde zajęcia są prowadzone w różny sposób, ale są stałe elementy.

 

LU: Czyli na przykład: zaczynamy od piosenki, piosenką kończymy, są elementy wspólne, zawsze jest jedna gra, wiadomo czego się spodziewać w toku zajęć, a mimo wszystko jest to różnorodne i ciekawe.

 

Ol.K: Tak, oprócz tego, że ta przestrzeń jest tak zorganizowana, też te metody które są wykorzystywane, są atrakcyjne dla dzieci, właśnie dostosowane do ich wieku to będzie to świetne. Myślę, że kreatywny nauczyciel, który wykorzystuje wiele różnych metod, żeby dzieci zaangażować, odniesie sukces. To się zawsze obroni, bo dzieci na pewno chętniej będą te zadania wykonywać. Ważne jest też to, żeby nauczyciel który prowadzi te zajęcia, miał świadomość tego celu, do którego zmierza. Czyli czasami bawimy się na dywanie, wydaje się pozornie, że to jest tylko zabawa, natomiast my realizujemy „podstępem” cel, do którego zmierzamy.

 

 

LU: Chciałaś też wspomnieć, że to przenosi się na wszystkie zajęcia dodatkowe.

 

Ol.K: Tak, zdecydowanie. Może jestem idealistką w tym zakresie, ale fajnie jak ktoś całym sobą angażuje dzieci i też ma przekonanie do tego co robi, stale poszukuje. Jest mnóstwo nowych rozwiązań; neurodydaktyka mówi o wielu sposobach na nauczanie, że nasz mózg uczy się w taki, a nie w inny sposób. Na pewno jest tak, że ktoś kto jest świadomy, dużo czyta, poszukuje, wykorzystuje wiele nowinek na pewno będzie mógł to przełożyć na jakość edukacji.

 

LU: Czy możesz, już tak na koniec, powiedzieć: jakie korzyści niesie ze sobą nauka języka?

 

Ol.K:  Myślę, że to co już każdy z nas w tej chwili wie, że w XXI wieku znajomość drugiego języka to jest wartość dodana. To otwiera wiele drzwi jeśli chodzi o pracę, studiowanie, uczenie się, jeśli chodzi o korzystanie z mediów społecznościowych (a nasze dzieci, nawet jeśli są jeszcze małe, to będą korzystały z nich na pewno).

 

Jeśli chodzi o rozwój młodszych dzieci, to na pewno zajęcia języka angielskiego w grupie są symulacją całego rozwoju poznawczego, bo mówimy przecież o takim spostrzeganiu słuchowym, o pamięci słuchowej. Pomimo, że powiększamy zakres słów angielskich, to wciąż operujemy też obrazem. Chodzi o środki wizualne, zarówno pamięć wzrokowa, spostrzegawczość, analiza i synteza, ale też pamięć słuchowa; stymulujemy w każdym zakresie dziecko, to jest ogromna korzyść płynąca z takich zajęć. Wdrażamy dzieci do pracy zespołowej, bo zwykle nauka języków sprzyja tej pracy zespołowej. Buduje się komunikację z drugim człowiekiem, zaspokaja się pewne relacje rówieśnicze, porozumiewanie się, otwartość -  ja widzę same plusy tak naprawdę.

 

LU:  Same korzyści! Widzę, że przyniosłaś jeszcze książkę, co to za pozycja?

 

Ol.K:  Tak, mogę ją polecić. Jako rodzic, często poszukuję takich podpowiedzi – pamiętajmy, nikt z nas nie rodzi się rodzicem – rodzicami uczymy się być przez całe życie: od narodzin dziecka, aż do momentu kiedy ma 30, 40 może i więcej lat. Często czujemy się zaskoczeni, albo nagle się okazuje, że nasze zasoby też mają swoje granice. Mówiąc dzisiaj o motywacji wewnętrznej i zewnętrznej chciałam się podzielić tą książką. Tytuł „Dodaj mi skrzydeł”, czyli jak rozwijać u dzieci motywację, przede wszystkim wewnętrzną.

 

Warto przeczytać ale też chcę zaznaczyć, że jak chcemy nauczyć czegoś dzieci, to tak naprawdę musimy zacząć od siebie, najpierw trzeba mieć refleksje na temat tego, co z nami się dzieje, wtedy można to zrobić.

 

LU.: Dziękuję Ci za bardzo wartościową rozmowę!

 


POWRÓT

DOŁĄCZ DO NAS

ZOBACZ REKOMENDACJE WIDEO

KURSY

REKOMENDACJE

  • Szczerze polecam zajęcia w Level Up.
    Kurs wakacyjny był rewelacyjny.
    Ale nie ma tu żadnego zaskoczenia gdy zajęcia prowadzi nietuzinkowa, nieszablonowa Ela.
    Już oczekuję zajęć wrześniowych.

    Paulina Pyrtek, dorośli, intensywny wakacyjny kurs angielskiego

  • Wszystko co dobre szybko sie konczy.
    No i sie skonczylo 2 tyg intensywny kurs angielskiego z Level Up. Czy bylo warto? Odpowiedź jest prosta Oczywiscie ze tak. Niezapomniana przygoda z jezykiem, swietna atmosfera na zajecia i niesamowita Ela, dzieki ktorej pomysłom zajecia w zadnej sekundzie nie byly nudne.
    Wiecej jesli zastanawiasz sie czy kupić kolejna cud dietę to odpusc i wydaj lepiej ta kasę na kurs w Level Up, bo efekt bedzie zauważalny juz po 2 tyg.
    Polecam najlepsza szkole Level Up Ever ????

    Karolina Kołodyńska, dorośli, intensywny wakacyjny kurs angielskiego

  • Miałam przyjemność współpracować ze Centrum Językowym Level Up jako nauczyciel i baaardzo polecam to miejsce! Cudowna i zaangażowana Właścicielka z wielką miłością do nauczania! Chciałabym uczyć się w takim miejscu jako dziecko - gadżetów i kreatywnych gier w Level Up na pewno nie zabraknie! ???? Uwielbiam miejsca prowadzone z pasją, a to zdecydowanie jest jedno z nich. ????

    Kasia Dusza, lektorka

  • Zajęcia w Level Up są bardzo ciekawe, interesujące, wyzwalające pełne zaangażowanie grupy. Prowadząca profesjonalnie przedstawia informacje i ma wiedzę merytoryczną, która pozwala odpowiadać na zadawane przez uczestników pytania. Poza tym potrafi zaciekawić i zainteresować wszystkich, nawet tych mało aktywnych, czy nieśmiałych. Płynnie i sugestywnie prowadzi cały blok zajęć. Uczniowie są przez to zaangażowani, chętnie się wypowiadają i biorą udział w ćwiczeniach. Materiały szkoleniowe są nie tylko ciekawe, ale przydatne w dalszej pracy, uzupełnione przykładami, nieraz poparte prezentacją multimedialną, a samo tempo zajęć jest w pełni dostosowane do uczestników. Na uwagę zasługuje pełne zaangażowanie lektorki i przystępne przekazywanie wiedzy, a także miła i przyjemna atmosfera podczas zajęć przez co prowadząca zyskuje sympatię, która sprzyja nauce.

    Tamara, grupa dorosłych, poziom A1/A2

  • Zajęcia w szkole językowej Level Up są prowadzone w sposób bardzo interesujący. Lektor na każde spotkanie przygotowuje materiały/zadania/zabawy mające za zadanie utrwalić dotychczasową wiedzę, przez co zajęcia nie są monotonne i z chęcią się na nie uczęszcza. Intensywność pracy na zajęciach jest dostosowane do poziomu grupy i jest zależna od wszelkich możliwych czynników, takich jak zaangażowanie grupy czy też poziomu trudności przerabianego tematu. Ucząc się w szkole przez dwa lata uważam, że zrobiłem duży postęp w nauce. Należy pamiętać, że wpływ na nasze postępy w nauce ma nie tylko szkoła, ale również praca wykonana przez nas poza zajęciami

    Kamil Gmiński, dorośli, poziom A2

  • Gorąco polecam kurs wakacyjny dla wszystkich, którzy w krótkim czasie chcieli by przyswoić najbardziej przydatne zwroty używane w podróży, w sklepie, w hotelu itp. W tamtym roku miałam przyjemność być na takim kursie i jestem bardzo ale to bardzo zadowolona z wiedzy jaką zdobyłam podczas tego kursu. Kurs na najwyższym poziomie, bardzo kreatywny, dzięki czemu wiedza łatwo się przyswaja.Pani prowadząca zawsze perfekcyjnie przygotowana do zajęć i przekazywania swojej wiedzy innym ???? A atmosfera oczywiście na 5 ???? Gorąco polecam ???? Aktualnie jestem na rocznym kursie i nie wyobrażam sobie że mogłabym wybrać inną szkołę językową dla siebie i mojego dziecka.

    Kornelia Fontowicz (uczestniczka Intensywnego Wakacyjnego Kursu, mama Nikodema, lat 7)